Życie studentki… nieprawdopodobne
czwartek Sierpień 17th 2017
2012. Karmelkova. Polka z zagranicy wróciła do Ojczyzny, aby studiować. Tam za jasna na swoją, tu za brązowa i źle ubrana, niemodna. Witaj w świecie wszędzie obcej Pakistanko-Polki. 2013. Sara. Czy wyrwana z rodzinnej miejscowości, rzucona w zupełnie nową dla niej rzeczywistość utraci swe korzenie? Czy straci tożsamość rzucając się w wir przypadkowych znajomości? Jak głęboko wciągnie ją świat studenckich pokus? 2014. Normalna dziewczyna. Studentka. Pracująca na swe utrzymanie i niezależność. Osiągnęła wymarzoną stabilizację. Ale czy aby na pewno?

Wyprowadzka

Rozmawiałam z Kasią dużo o Tomku. Parę godzin. Szczerze. „Coś jest nie tak.” „Wiem.” „Sara. Wkurwiasz mnie.” „Dlaczego?” „Masz ciężko. Masz Ojca psychopatę. Dziwną rodzinę. Ale większość Twojego nieszczęścia sama na siebie sprowadzasz.” „Jak to?” „Od kiedy Twój Ojciec wie wszystko?” „Ciągle. Pamiętasz, jak nie chodziłam na zajęcia? To wie. Wie, że z kimś się spotykam. Zna mojego nowego maila.” „To nie jest normalne. A Ty nic nie robisz z tym, żeby się dowiedzieć.” „On jest bardzo inteligentny…” „Ale nie jest wróżką! Pomyślę dziś, co zrobić żeby Ci pomóc. Obmyślimy plan. Musisz bezwzględnie się słuchać mnie. Sama nie dasz rady.” „Dobrze.” „Masz jeszcze jakąś tajemnicę, której Ojciec nie zna?” „List do Wuja i całowałam się z Tomkiem.” „Komu jeszcze to mówiłaś?” „Nikomu.” „To zachowaj to dla siebie. Nie mów nikomu. Nawet Monice.” Wytłumaczyła mi, że jej zdaniem ktoś robi mi bardzo pod górkę. Ma podejrzenia, ale trzeba to udowodnić. Potem krzyczała na mnie za Tomka. Powiedziała, że jestem głupia. Jej Tomek podoba się od zawsze. Ale we mnie się zakochał i nie ma za to pretensji. Ani do mnie, ani do niego. Zna go dobrze i wie, że jest dobrym człowiekiem. A ja jestem idiotką, bo chcę się rozstać. „Jeśli się z nim rozstaniesz, nie chcę Cię znać. Dużo dla niego znaczysz. Doceń to. Prawdopodobnie oprócz Matki nikomu tak na Tobie nie zależy. Zastanów się nad tym. Pa.” I tak skończyła się nasza rozmowa. Osłupiałam. Tyle przykrych słów. Od bliskiej mi Kasi. Przykre. Myślałam nad tym. Ma rację. Nigdy nie powiedziała niczego, by zrobić mi przykrość. Na pewno mówi to dla mego dobra. Jestem wdzięczna, że spotkałam ją na swej drodze. Otwiera mi oczy na wiele. To było, jakby ktoś uderzył mnie w twarz. Gdy przestało boleć, wszystko wyglądało inaczej. Byłam o krok od katastrofy. Katastrofy życia.

Pomodliłam się dziś, jak zawsze. Prosiłam o zdrowie, długie i szczęśliwe życie dla Kasi. Za to, że jest taka dobra. Pomaga mi bez względu na wszystko. Teraz wiem, jak jej musi pękać serce, gdy patrzy na mnie i Tomka. Nigdy nie pokazała tego po sobie. Jest silna. Jak górskie drzewo, które wyrasta na zboczu i trwa. Mimo wiatru, mrozu. Taka jest Kasia. A ja? Jak spłoszona koza.

Przed 20 skończyłam naukę. Mój mały mózg  już niczego nie przyjmował. Szkoda światła i czasu. Zapaliłam sobie świeczkę i włączyłam cicho radio. Muezzi siedziała na łóżku i patrzyła na mnie. Chodzi za mną ciągle. Próbuje zabierać jedzenie. Jest tak wygłodniała, że podkrada nawet bułki. Usiłuje zjeść. Nic jej z tego nie wychodzi. Nie karmię jej więcej niż można. Ona by jadła i jadła. Bardzo długo musiała głodować. Kanapę poszarpała strasznie.

Chciałam się zrelaksować. Poleżeć, nic nie robić. Przeanalizować wszystko tak, jak lubię. Nie wymyśliłam niczego mądrego. Znowu same niewiadome. Ślepe zaułki. Wątpliwości coraz więcej. Moja głowa cały czas taka sama. Myśli uciekły mi w kierunku sprawy codziennej. Skarpety. Nie mam porządnych, ciepłych. Postanowiłam kupić jutro. Jakoś nie mam siły myśleć o ważniejszych sprawach. Ojciec zawsze mówił, że najważniejsze załatwiamy na początek. Proste sprawy potem. Bo najważniejsze zadecydują o nas. Ja nie jestem Ojcem.

Nie potrafię załatwić ważnych spraw, gdy nie wiem, co robić. Stwierdziłam, że potrzebuję przerwy od myślenia. Zaczęłam marzyć. O podróży do Hiszpanii z Tomkiem. Wyobrażałam sobie lotnisko, odprawę celną. Przechodzenie przez bramki. Ciepłe powietrze, jasne słońce. Uśmiechniętych ludzi.

Długo nie trwały moje marzenia. Zadzwonił dzwonek. Poczułam gęsią skórkę i niepewność. Kto to? Nikogo się nie spodziewałam. Zastanawiałam się, czy otworzyć. „Pani Saro! Jest pani w domu?” Poznałam głos Właściciela. Byłam niepewna, ale otworzyłam. „Dobry wieczór. Przepraszam, że tak późno. Jechałem niedaleko. Mieliśmy jutro się rozliczyć. Możemy dziś?” „Tak. Usiądzie pan w kuchni? Muszę przygotować pieniądze.” „Dobrze.” Dziwne uczucie. Sama w mieszkaniu z nieznanym mężczyzną. Wyjęłam ze słoika umówioną kwotę i zaniosłam do kuchni. „Proszę przeliczyć.” Sprawdził. „Zgadza się. Mam coś dla pani.” Chciałam zapytać co to jest. Nie zdążyłam. Zobaczyłam, jak Właściciel czerwienieje na twarzy. „Co do cholery jasnej?!” „O co chodzi?” Pokazał palcem na coś za mną. Odwróciłam się. W progu stała Muezzi. „To moja kotka. Znalazłam ją.” „Nie toleruję zwierząt w domu. Proszę się jej pozbyć.” „Nie mogę.” „Powtarzam pani. Mimo całej sympatii. Taka zasada – żadnych zwierząt.” „Proszę!” „Nie!” „Ciekawe, czy nic nie zniszczyła. Na pewno zniszczyła.” Zaczął chodzić po mieszkaniu i wszędzie zaglądać. Szybko wypatrzył kanapę. „Kanapa kosztowała 1700 zł. Tyle pani musi mi oddać. Ma pani tydzień na wyprowadzkę z mieszkania. Żegnam.” Wyszedł. Trzasnął drzwiami. Siadłam na podłodze i patrzyłam przed siebie. Nie poleciała ani jedna łza. Nie mam już siły i chęci na płacz.

Zadzwoniłam do Tomka. „Nie martw się. Jutro poszukamy innej stancji. Kanapę obejrzę. Może naprawimy. Nie ma się czym martwić. Jest pełno mieszkań do wynajęcia.” Nie uspokoiło mnie to. Trzęsę się cała i do jutra nie zasnę. Kolejna noc nieprzespana. Jak podli potrafią być ludzie. Przecież Muezzi nic mu nie zrobiła! Jest małym, bezbronnym kotkiem. Nie pozwolę jej skrzywdzić.

Komentarze czytelników

13 komentarzy do “Wyprowadzka”

  1. ~Ela pisze:

    Witaj Saro
    Lubię czytać Twojego bloga i lubię koty:))) Mam radę dla Ciebie. Kup Muezzi drapak i pokaż jej jak z niego korzystać, a przestanie niszczyć Ci meble. Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia

  2. ~Natalia pisze:

    Naprawdę Ci współczuje z powodu mieszkania… Ale masz rację, kotka jest bezbronna, to tylko biedne stworzonko, które ktoś kiedyś skrzywdził…
    Powodzenia w szukaniu nowego, lepszego mieszkania:)

  3. ~Kastom pisze:

    Również współczuje i powodzenia życzę.

  4. ~viki pisze:

    witaj Saro:)
    W jakim mieście mieszkasz? /mam kilku znajomych, mogłabym popytać o lokal.
    To strasznie przykre, co Cię spotyka:(((

  5. ~Ja pisze:

    Do viki – Toruń. Dało się wyczytać między wierszami ;)

  6. ~Ollciaa pisze:

    Przykro Mi ! Życzę Ci aby wszystko było DOBRZE !!! Powodzenia ! :P

  7. ~DamaPik pisze:

    Może zamiast pieniędzy odkup mu kanapę, używana (a taką przecież była) kosztuje max 600zł. Ja za 800 kupiłam z fotelem i poduchami chyba 8 komplet. Nie ma co się łamać, różnie bywa w życiu, może znajdziesz fajniejsze miejsce i wyjdzie na dobre. A koty są cudowne, facet się nie zna!
    Zapraszam do mnie: http://dobrechwile.blog.pl/

  8. ~Sylwia pisze:

    Wiem cos o przeprowadzakach. Najtrudniejsza byla do Norwegii

  9. ~Ewa pisze:

    Bardzo ciekawy blog, wiem coś na ten temat, ponieważ sama jestem świeżo upieczoną studentką, zapraszam do mnie, poruszam podobne tematy: http://www.juzdojrzalej.blog.pl

  10. ~Robert pisze:

    Głowa do góry a wszystko będzie dobrze ;)

  11. ~Diana pisze:

    Bardzo fajny blog, naprawdę dobrze się go czyta. Osobiście polecam wam również moją stronę http://www.druknaszkle.pl/ . Chcecie to zajrzyjcie.

Komentuj