Życie studentki… nieprawdopodobne
piątek Grudzień 15th 2017
2012. Karmelkova. Polka z zagranicy wróciła do Ojczyzny, aby studiować. Tam za jasna na swoją, tu za brązowa i źle ubrana, niemodna. Witaj w świecie wszędzie obcej Pakistanko-Polki. 2013. Sara. Czy wyrwana z rodzinnej miejscowości, rzucona w zupełnie nową dla niej rzeczywistość utraci swe korzenie? Czy straci tożsamość rzucając się w wir przypadkowych znajomości? Jak głęboko wciągnie ją świat studenckich pokus? 2014. Normalna dziewczyna. Studentka. Pracująca na swe utrzymanie i niezależność. Osiągnęła wymarzoną stabilizację. Ale czy aby na pewno?

Wiolka. Pierwszy raz na sali.

Jest taka Wiolka. Nazywa się Wioletta, ale wszyscy mówią na nią Wiolka. Jest bardzo ładna. Wysoka, z gęstymi blond włosami do pasa. Ma duże, brązowe oczy i bardzo długie rzęsy. Jest dystyngowana i elegancka. Ma nienaganny makijaż i długie paznokcie. Zawsze maluje je na kolor pasujący do szminki. Chodzi wyprostowana i dumna. Porusza się lekko z gracją modelki. Gdy wchodzi na salę, wszyscy mężczyźni na nią patrzą. Nawet jak są ze swoimi partnerkami. Ma zawsze największe napiwki. Pracuje najdłużej ze wszystkich kelnerek. Nigdy nie wrzuca do puszki swoich pieniędzy. Wszystkie inne dziewczyny wrzucają, a potem dzielą po równo. Ona mówi, że jest za dobra i byłaby stratna.

Gdy jest mniejszy ruch obserwujemy ją z Aleksem. Kokietuje każdego klienta. Uśmiecha się i mruga zalotnie. Aleksowi się to nie podoba. W zasadzie to jej nie lubi. Mówi o niej złe rzeczy. Że nie jest porządna i chodzi do łóżka z mężczyznami. Tylko takimi z dobrymi samochodami. Pytałam go, czy widział. „Nie, ale nie muszę. Takie poznaje się z kilometra.” „Nie mów tak, jak nie masz dowodów. Możesz tym ją skrzywdzić.” „Szkoda, że ona Tobą się tak nie przejmuje. Jeszcze Cię obgaduje.” „Nie wierzę.” „Lepiej uwierz. Po tym, jak dostałaś premię, jadą po Tobie bez oporów.” „Co im do tego? One mają napiwki.” „Nie rozumieją tego. Ale obgaduje Cię strasznie. I wyzywa.” Nie wierzyłam mu. Nie miałam powodów.

Aż do dziś. Przyszłam do pracy na rano. Jedna z kelnerek nie przyszła. Szefowa powiedziała, że Wiolka nie może być sama na sali. Chodziła zdenerwowana i zastanawiała się, co robić. W końcu powiedziała „Nadia, Ty pójdziesz na salę. Umowę już masz i badania. Nie ma strachu. Menu znasz, bo robisz te dania. Mówisz w miarę, goście Cię zrozumieją. O tej porze nie ma wielu. Dam Ci zaraz ubranie.” „Ja nie wiem, czy sobie poradzę.” „Poradzisz, poradzisz. Zaraz Ci wszystko wytłumaczę. I Wiolka jeszcze Ci pomoże. Dostaniesz spokojniejsze stoliki. Pracujesz dziś do 16, to zostaniesz na sali.”

Po całych przygotowaniach poszłam do Wiolki. „Hej. Będziemy dziś razem pracowały.” „Cieszy mnie to… nie bardzo.” „Dlaczego?” „Bo jesteś pieprzoną wazeliniarą.” „Kim?” „Nie ważne. Nawet nie rozumiesz. Nic Ci nie pomogę. Radź sobie sama.” „Mam Ci pomagać, a Ty mnie tak traktujesz? To nie w porządku.” „Nie obchodzi mnie to. Od początku Cię nie lubię. I pamiętaj, możesz podejść do klienta, jak Ci pozwolę. Każdy napiwek masz oddać mi.” Pokiwałam głową. Nie miałam zamiaru jej słuchać. Powinna mi pomóc. Przecież to mój pierwszy dzień na tym stanowisku. Byłam zestresowana obsługą kasy, przyjmowaniem zamówień. A tu jeszcze nieprzyjemnie zachowanie Wiolki. Postanowiłam się nie przejmować. To jest praca i zależy mi na niej.

Rozejrzałam się po sali. Nie było ludzi. Popatrzyłam na kasę. Nie wiedziałam, jak obsłużyć. Poszłam do Szefowej. Powiedziałam, jak wygląda sytuacja. Pokazała mi niektóre funkcje. Wzięła na bok Wiolkę. Widziałam, jak robi się co raz bardziej czerwona. Mówiła coś i machała rękami. Potem zawołały mnie. „Wiola, masz Nadii pokazywać wszystko i tłumaczyć. Nie chcę słyszeć ani jednej skargi. Ty tu nie jesteś na pikniku, żeby się lubić. Jesteś w pracy.”

To był ciężki dzień. Pomyliłam kilka zamówień. Byłam miła i przepraszałam. Zwykle ludzie nie denerwowali się. Zauważyłam, że wiem lepiej od Wiolki, co jest w potrawach. Robiła straszne błędy. Dwa razy poprosiłam ją na stronę, żeby jej objaśnić. „Nie wpieprzaj się gruba dupo.” Potem postanowiłam już z nią nie rozmawiać. Było dziwnie. Cały dzień bez żadnych rozmów i uśmiechu. Dobrze, że chociaż klienci się do mnie uśmiechali.

Myślałam, że praca kelnerki jest łatwiejsza. Jednak nie. Na kuchni jest dużo prościej. Wystarczy tylko robić swoje na czas. Na sali ludzie cały czas patrzą. Gdy niosłam danie z okienka, trzęsła mi się ręka. Widziałam, że Wiolka nie trzyma w dwóch rękach. Nie drgnął jej ani mięsień. Starałam się tak samo. Pytałam, czy smakuje. Proponowałam desery. Ale i tak byłam zdenerwowana. Bałam się, że ktoś na mnie naskarży. Kilka razy pomyliłam stoliki. Stresujący dzień. Zebrałam 34,58 zł napiwków. Po pracy byłam tak zmęczona, że odwołałam spotkanie z Tomkiem. Leżałam i odpoczywałam. Ćwiczyłam podawanie talerzy. Powtarzałam też ciekawe zwroty do klientów, które znalazłam w Internecie. Musiałam to zrobić, bo Szefowa powiedziała, że jutro też mam salę. Musi być lepiej niż dziś.

Komentarze czytelników

29 komentarzy do “Wiolka. Pierwszy raz na sali.”

  1. ~Margo pisze:

    Coś tu nie gra ! Autor ( ogólnie bez płci i tego czy to blog na faktach) pisze o tym że w niedziele będzie rozmawiać z ojcem przez internet i o czym czytamy, że balsamy kupuje, że koleżanki w pracy „wredoty”, ani słowa jak pogodziła się z Tomkiem skoro miał się z nim spotkać. Dla mnie zaczyna być to totalnie nie spójne. Jeśli to fałszywka to niech autor lepiej się stara jeśli blog jest prawdziwy to …?!

    • ~Mechanoff pisze:

      Cały ten pseudo blog to jedna wielka ściema i kupy nijak się nie trzyma. Jakaś nieskładna prowokacja tylko nie wiem czemu ma służyć. Jeśli autorka jest Pakistanką przybyłą do Polski na studia to ja jestem perski dywan. Obstawiał bym raczej parkingowego ciecia który dorabia sobie do emerytury i w pracy nudzi się jak mops, to zabawia się trollowaniem.

      • ~Spostrzegawczas pisze:

        Ludzie czytajcie uważnie!!!

        „Drodzy Czytelnicy,

        Na tym blogu piszę powieść w formie dziennika. Historia powstaje spontanicznie. Niektóre wątki pozostają niedomknięte celowo, a inne przypadkiem. Od zawsze „chodziła” mi po głowie opowieść o dziewczynie, która przyjeżdża do Polski i jest niedostosowana do naszych realiów, zwyczajów. Koncentruję się głównie na jej wnętrzu i tym, co dzieje się w jej sercu i głowie. Sprawy, które dla nas są proste i oczywiste, dla innych mogą być niejasne i niewyobrażalne. Tak właśnie jest z Karmelkovą. Wychowana dość konserwatywnie w pakistańskim Lahore, przeżywa szok po przyjeździe do Polski. Przeżywa wzloty i upadki. Nie poddaje się. Rzeczywistość miesza jej się z domysłami. Czasami nie ma pewności, czy dobrze zrozumiała słowa i intencje innych ludzi. Dlaczego tak jest? Bo wszystko jest stanem umysłu.

        W tym miejscu chciałabym przeprosić wszystkich, którzy czują się rozczarowani tym, że to fikcja. I wyjaśnić, dlaczego dopiero teraz jasno to określiłam. Ponieważ od początku ta historia wydawała mi się na tyle pokręcona i nierealna, że nie trzeba podkreślać, że to powieść… Mój błąd. I za niego przepraszam. Nie zawsze to co jest oczywiste dla nas, jest oczywiste dla innych.

        Na koniec chciałabym jeszcze dodać, że na tym blogu nie mam zamiaru promować jakiejkolwiek nienawiści, czy agresji, stereotypów. To ma być historia, którą fajnie się czyta. I tyle w temacie.

        Chętnie przyjmę wszelkie uwagi i sugestie na maila Chętnie też porozmawiam na wszelkie tematy. Do tej pory nie czytałam komentarzy, bo było ich dla mnie zbyt wiele. Postaram się niedługo to zmienić i odpisywać w miarę możliwości.

        Pozdrawiam i życzę miłej lektury!

        Autorka”

        • ~Conii pisze:

          Tak czy inaczej, autorka pomimo iż założyła że będzie sie wczuwać w stan psychiczny, emocjonalny….ciężko jej to idzie…moim zdaniem..choć podziwiam za poziom empatii..ja nie byłabym w stanie napisać tego co ona tutaj stworzyła… :)

  2. ~uhahannah pisze:

    Bardzo podoba mi się idea tego bloga! Uwielbiam czytać nowe posty :) Tak trzymaj autorko! Pozdrawiam.

  3. ~ludzie pisze:

    Ludzie czy tak trudno zrozumieć, że ten blog to opowiadanie? Wystarczy spojrzeć, że blog bierze udział w konkursie w kategorii „literackie i kulturowe”, gdyby historia była prawdziwa to by brał udział w kategorii „ja i moje życie”. Dlaczego od razu lecą hejty, że autor „trolluje” i jest nie fair? Po prostu fajne, poruszające opowiadanie, to nie dziennik żeby opisywać dzień w dzień co sie wydarzyło. Zluzujcie.

    • ~whatever pisze:

      hm…literackie i kulturowe. Kulturowe. czyli o kulturze. Jakiej? Na przykład hm…Pakistanu, Wschodniej, odmiennej kultury, z której pochodzi bohaterka tej bardzo przeciętnej opowiastki, różnicach kulturowych.
      nawet gdyby historia okazała się prawdziwa ( w co szczerze wątpię), to miałaby prawo kandydować w tejże kategorii

  4. ~whatever pisze:

    Proszę Państwa, oto wielkopomna chwila, coming out Autorki!
    Zajrzyjcie do działu „Małe sukcesy karmelkovej”:

    „Najważniejsze jest jednak, że chcecie tę opowieść czytać. To jest największa nagroda i radość dla autorki.”
    opowieść
    OPOWIEŚĆ
    O.P.O.W.I.E.Ś.Ć

    mit obalony, game over.

  5. ~Koniecświata pisze:

    tak jak pisze whatever jest to blog fikcyjny. Wolałabym jednak, żeby autorka przed napisaniem następnego postu, przeczytała poprzednie i przypomniała sobie o czym powinna napisać.

    Miała z ojcem pogadac na skype, z Tomkiem sie juz pogodziła (?).
    Na studiach niby jest. Budownictwo studiuje. Całkie mozliwe, że w Toruniu. Choc na UMK nie ma budownictwa. Ale jest za to Wyższa Szkoła Gospodarki w Bydgoszczy Wydział Techniczny w Toruniu i tam jest budownictwo.

    Jakis czas temu, w zeszłym tygodniu post o niemyciu sie był na onecie i dziewczyna miała 320 000 wejść. Fikcja czy nie fikcja, ale szacun.

  6. ~Gość pisze:

    No to wyszło szydło z worka :)

  7. ~Magalena F. pisze:

    Ciekawy blog o kobiecie z inną kulturą. Przypomina mi to historię z wielu książek typu ”perska narzeczona”. Tak czy inaczej wciąga. Czekam na ciąg dalszy i zapraszam do siebie. na bardziej realną opowieść.

    http://www.blogmagdalenyf.blogspot.com

    Pozdrawiam

  8. ~Diana pisze:

    Zamiast sie unosic w komentarzach przeczytajcie notke w dziale „Do Czytelnikow”.
    Do autorki: wciagajace, czekam na wiecej.

  9. Fajnie czyta się wszystkie opowiadania.
    Czekamy na kolejne wpisy:)

  10. ~W.W pisze:

    Hmm… historia jakich wiele. Ba, historia jakich na pęczki. Rywalizacja w pracy to rzecz dzisiaj całkowicie normalna. I uwaga – nie mówie, że moralna, ale normalna. Bo dzisiejsza normalność nie ma nic wspólnego z moralnością.

  11. ~Daga pisze:

    Nie oglądaj się na innych i rób to, co sprawia , że jesteś szczęśliwa. pozdrawiam, zapraszam :)

  12. ~epistemon pisze:

    Calkiem mila i lekka historia. Zobaczymy jak sie rozkreci. Wyglada mi na to, ze autorka troche liznela pracy w gastronomii bo wlasnie tak sie dzieje w restauracjach.
    Pozdrawiam i zapraszam na bloga http://www.epistemon.blogspot.com

  13. ~Tomek pisze:

    Takie „Wiolki” to dzisiaj 99% kobiet. Kobiety rozpoczynają związek według następującego wzorca:
    Załóżmy sytuację, że jakis facet wyraźnie okazuje swoje zainteresowanie kobiecie.
    Jaki algorytm postępowania mają dzisiejsze kobiety ”

    1. Czy mi się podoba ? (jeśli nie, no to nie ma rozpoczęcia znajomości).

    2. Jeśli tak – to następuje okres :”neutralny”, w którym kobieta nie daje jeszcze nadziei facetowi, ale też nie odpędza go od siebie. Najczęściej zostawia telefon, sama nie prosi. Ona potrzebuje bowiem trochę czasu, aby sumiennie i starannie wykonać następny etap scenariusza – czyli PKT 3.

    3. Następuje wywiad wśród znajomych pt „A co on robi, gdzie pracuje, ile zarabia?” Jeśli „kandydat” przechodzi pozytywnie, wtedy można dopiero odebrać od niego telefon.

    4. Po zawarciu znajomości, ta „porządna kobieta” już pracuje nad kolejnym zadaniem dla siebie: „dam mu jak najszybciej dupy, żeby mi ta kasa nie uciekła sprzed nosa, albo żeby jakaś inna się nie pojawiła”. Oczywiście, ta sytuacja jest przebiegle wyreżyserowana, aby wyglądało tak, że to facet strasznie chce się z nią przespać, a ona niekoniecznie….

    Pamiętajcie – tak postępuje dzisiaj 99% kobiet

    • ~Michał pisze:

      na pocieszenie można dodać iż tylko tych atrakcyjnych :), bowiem tylko one tak wybierają. Moi znajomi rozwiązali ten „problem”. Za żony wzięli sobie dobre porządne kobiety, gotujące o dobrym sercu itp, gdyby nie często wagowo spore to można rzec ideały. A dla hormonów … cóż bawią się w działalność charytatywną pomagając stypendium „urodowym” dziewczynom, ktore nie dostały stypendium naukowego.

      • karme.lova@spoko.pl pisze:

        Przez takich, jak Twoi koledzy i ich działalność „charytatywna” pojawiają się chętne na „stypendium”. Jest popyt, jest i podaż. Pozostaje tylko współczuć ich żonom…

    • ~moyama pisze:

      przykro mi,że miałeś do tej pory złe doświadczenia z kobietami.
      z facetami jest podobnie,niestety.ciągle czuję presję ze strony taty,a wcześniej ze strony ex-że jak,że trzeba studia,że trzeba pracę a po pracy coś jeszcze[w domyśle efektem wszystkich moich działań ma być kasa.pieniądze.zgroza.]
      mój tata dał temu przykład;)niedawna rozmowa:
      mówię mu o mojej nowej sympatii,pierwsze pytanie mojego taty[którym mnie zagiął]:
      „ile zarabia?”
      ja na to:”Ma na imię Marek i lubi modelarstwo,miło że pytasz.”

      ja przez kilka lat znajomości z Markiem nie miałam pojęcia ile zarabia.nie czuję się kimś na tyle fajnym by komuś zerkać do portfela.nie interere mnie też kto,z kim i w jakiej pozycji-skąd to żywe zainteresowanie co kto robi w alkowie?
      jestem dziwna?

      • karme.lova@spoko.pl pisze:

        Na mój gust nic w tym dziwnego. Nie powinniśmy być nadmiernie wścibscy. Po co interesować się życiem/zarobkami/alkową innych ludzi? Lepiej porządnie zadbać o swoje. Przykład Twojego Taty pokazuje, że często ludzie myślą pieniądze=szczęście. Ile w tym równaniu prawdy? Zdań będzie tyle, ile osób, które mają się wypowiedzieć.

  14. ~Tomek pisze:

    to jest bardzo dobre rozwiązanie, bo „stypendium” robi spustoszenia w kobiecej psychice, ale dużo później, one jeszcze o tym nie wiedzą, ale w pełni na to zasługują biorąc kasę za łóżko

  15. ~Gość pisze:

    Ktoś z Onet-u musi bardzo „lubić” autorkę bloga skoro codziennie promuje jej wpisy.

    • karme.lova@spoko.pl pisze:

      Nie znam nikogo z Onetu, więc nie może mnie lubić/nie lubić. Może za to lubić tego bloga, styl wpisów albo historię bohaterki. Dlaczego bierzesz „lubić” w cudzysłowie? Czyżbyś doszukiwał się jakiejś głębszej ideologii?
      Do tej pory na ok. 80 wpisów, promowanych były tylko 3. Z tego wynika, że niemożliwe jest, aby promowane były codziennie.
      Pozdrawiam

  16. ~Tom pisze:

    Ciezka jest praca gornika,
    Nielatwa jest praca kelnera,
    Tak piesn sie moja zaczyna,
    Piesn o zachodnich bankierach …

  17. ~Malineka pisze:

    Ciekawy wpis, choć z pewnymi rzeczami się nie zgodzę.

Komentuj